Od kilku miesięcy mali pacjenci szpitala Clinique Ave Maria w Antsirabe na Madagaskarze korzystają ze sprzętu przekazanego przez opolskie Kliniczne Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii. Siostry misjonarki, leczące tamtejsze dzieci i ich mamy, przyjechały z wizytą do Opola.

Na afrykańską wyspę poleciał sprawny technicznie sprzęt, który uprzednio wspierał maluszki na opolskiej porodówce. To 10  pomp infuzyjnych dwustrzykawkowych, 4 inkubatory, 2 lampy do fototerapii, urządzenie monitorujące, budkę tlenową dla noworodków oraz wózek do transportu niemowląt. Dodatkowe dwa aparaty przekazała firma Aresto Med, która wsparła całą akcję logistycznie.

Nieoceniona pomoc

Siostra Małgorzata Langner, franciszkanka, Misjonarka Maryi pracuje w klinice położniczej. Jak przyznaje, sytuacja pacjentów, zwłaszcza tych ubogich jest wręcz dramatyczna. – Na Madagaskarze wszystko jest płatne. Pracuję w prywatnym szpitalu. Chory do nas przychodzi, zajmujemy się nim, dopiero na koniec przy wyjściu podliczamy i dajemy rachunek. W szpitalach państwowych trzeba wszystko wykupić. Lekarz wypisuje receptę, a jak pacjent nie ma pieniędzy, to umiera na korytarzu. Ludzie, którzy przychodzą z daleka, nie są przygotowani, nie mają pieniędzy, żeby od razu płacić. Więc wybierają szpitale prywatne i w tym czasie szukają pieniędzy. Są też tacy, którzy nic nie mają. Wtedy szpital szuka pieniędzy i leczy ich za darmo – opowiada siostra Małgorzata.

Sprzęt, z którego na Madagaskarze pacjenci kliniki korzystają od października, jest bardzo potrzebny. Na Madagaskarze jest bardzo wysoka umieralność dzieci. – Nie mamy sprzętu do ratowania, a co dopiero leczenia maluchów. Dzięki tym urządzeniom będziemy w stanie pomóc wielu dzieciom, co – mam nadzieję – przełoży się na mniejszą umieralność. Kiedyś zajmowaliśmy się tylko dziećmi z naszego szpitala, teraz przynoszą nam je z innych placówek. Dzięki temu sprzętowi możemy służyć innym. U nas dzieci urodzone w 32-34 tygodniu ciąży walczą o życie. Wiem, że np. w Opolu 27 tygodniowe wcześniaki, dzięki współczesnej medycynie mają duże szansę na zdrowie i życie  – dodaje misjonarka.

Czują się bezpieczniej

Na Madagaskarze, choć są lekarze, największym problemem jest brak specjalistycznego sprzętu, także tego diagnostycznego. – Wierzymy, że uda się nam zdobyć brakujący sprzęt. Pomoc to także możliwość przyjazdu lekarzy, którzy podzieliliby się z nami swoją wiedzą. Brakuje nam specjalistów – ortopedów, laryngologów, chirurgów, nie mówiąc o anestezjologach, których u nas zastępują pielęgniarze – wyjaśnia.

Siostra liczy na dalszą współpracę z opolskim szpitalem. – Nam się wszystko przyda. Na ten sprzęt czekaliśmy cztery miesiące. Było dużo komplikacji celnych. Radość, gdy w końcu sprzęt dotarł, była nie do opisania. Dzięki niemu czujemy się bezpieczniej – przyznaje franciszkanka.

Pomogło wiele osób

Dzięki osobistemu zaangażowaniu wicemarszałka Romana Kolka, który uruchomił całą rzeszę dobrych serc, udało się bezkosztowo sprzęt dostarczyć do celu. Zaangażowali się w to m.in. Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej ,,Barka” i ks. Józef Krawiec, którzy zorganizowali transport sprzętu z Opola do Warszawy. Opolska firma Aresto Med  cały sprzęt spakowała, przygotowała niezbędne dokumenty i nadzorowała procedurę odprawy w Urzędzie Celnym w Opolu. Dodatkowo firma do sprzętu przekazanego przez szpital  dołożyła dwa wysokiej klasy aparaty USG i kilka wag do ważenia noworodków. I wreszcie biuro podróży Nowa Itaka przejęło na siebie cały koszt transportu z Warszawy aż do szpitala Clinique Ave Maria w Antsirabe na Madagaskarze.

Arkadiusz Stotko z firmy Aresto Med, cieszy się, że jego firma wsparła tak słuszną akcję. – Poproszono nas o pomoc logistyczną, czyli przygotowanie, zapakowanie i zabezpieczenie sprzętu. Załatwiliśmy ponadto procedury celne oraz dołożyliśmy dwa aparaty USG. Jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy pomóc i będziemy dalej pomagać. Jeśli akcja się powtórzy, podobnie jak podczas ubiegłorocznej, wesprzemy ją logistycznie i dołożymy trochę sprzętu. Warto przeczytać o realiach Madagaskaru i mieć pewną refleksję, że żyjemy w kraju, gdzie nie musimy umierać na szpitalnych korytarzach, gdy nie mamy pieniędzy – mówi.

kk